Gdyby żył, obchodziłby w tym roku swoje 80. urodziny. Freddie Mercury dla milionów słuchaczy pozostaje nie tylko niezastąpionym wokalistą zespołu Queen, ale jedną z największych ikon muzyki XX wieku.
Urodził się w Stone Town na Zanzibarze jako Farrokh Bulsara. Jego rodzice, Bomi i Jer Bulsarowie, byli Parsami pochodzącymi z Indii. Ojciec pracował dla brytyjskiej administracji kolonialnej, dlatego dzieciństwo Freddiego związane było z różnymi miejscami i kulturami.
W 1964 roku, w związku z rewolucją na Zanzibarze, rodzina Bulsarów przeniosła się do Wielkiej Brytanii. Freddie rozpoczął nowe życie w Londynie. Studiował sztukę w Ealing Art College, a jednocześnie próbował znaleźć swoje miejsce na londyńskiej scenie muzycznej.
Przełom nastąpił w 1970 roku, kiedy Freddie dołączył do gitarzysty Briana Maya i perkusisty Rogera Taylora. Wkrótce narodził się zespół Queen. Basistą został John Deacon, który dołączył do grupy w 1971 roku. To, co początkowo mogło wyglądać jak kolejny rockowy zespół, bardzo szybko przerodziło się w fenomen. Queen łączył ciężkie brzmienie gitar z popem, operą, hard rockiem i elementami muzyki teatralnej. Freddie Mercury był jednym z najważniejszych twórców repertuaru zespołu. Jego kompozycje obejmowały zarówno pełne energii rockowe utwory, jak i niezwykle osobiste ballady. Pisał muzykę, która wymykała się prostym kategoriom.
Najbardziej spektakularnym przykładem artystycznej wizji Mercury’ego była „Bohemian Rhapsody”, wydana w 1975 roku na albumie „A Night at the Opera”. Utwór trwa niemal sześć minut i łączy balladę, rock oraz fragmenty stylizowane na operę. W czasach, gdy radiowe single były zazwyczaj znacznie krótsze, była to decyzja ryzykowna. Queen udowodnił jednak, że publiczność jest gotowa na muzyczne eksperymenty. „Bohemian Rhapsody” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów w historii muzyki popularnej, a charakterystyczne partie wokalne i gitarowe na trwałe zapisały się w historii rocka.
Wokalista Queen był również jednym z najwybitniejszych frontmanów w historii rocka. Na scenie potrafił całkowicie podporządkować sobie publiczność. Charakterystyczny mikrofon z krótkim statywem, efektowne stroje, gesty i sposób poruszania się stały się jego znakami rozpoznawczymi. Nie potrzebował skomplikowanej choreografii. Wystarczała jego obecność.
Freddie Mercury rozwijał także karierę solową. W 1985 roku wydał album „Mr. Bad Guy”, a cztery lata później ukazał się Barcelona, nagrany wspólnie z hiszpańską śpiewaczką operową Montserrat Caballé. Tytułowa „Barcelona” połączyła rockowy temperament Mercury’ego z muzyką operową. Był to projekt pokazujący, że artysta nie zamierzał ograniczać się do jednego gatunku. Eksperymentowanie było zresztą charakterystyczne dla całej jego twórczości.
Pod koniec lat 80. stan zdrowia Mercury’ego zaczął się pogarszać. W 1991 roku oficjalnie potwierdził, że jest chory na AIDS. Zaledwie dzień później, 24 listopada 1991 roku, zmarł w swoim domu w Londynie. Miał 45 lat. Kilka miesięcy później, 20 kwietnia 1992 roku, na stadionie Wembley odbył się wielki koncert poświęcony jego pamięci. Wystąpili między innymi David Bowie, George Michael, Elton John, Annie Lennox i wielu innych artystów. Dochód z wydarzenia został przeznaczony na działalność związaną z walką z AIDS.
Freddie Mercury pozostawił po sobie muzykę, która nie przestała żyć wraz z jego śmiercią. Przeciwnie – kolejne pokolenia odkrywają Queen i jego twórczość na nowo. Choć odszedł młodo, to jego artystyczne życie było intensywne i niezwykle twórcze. Z człowieka urodzonego na Zanzibarze stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowej muzyki.

Fot. Bernd Brägelmann


